poniedziałek, 12 grudnia 2011

W skrócie ;)

Tak w wielkim skrócie:
PORÓD
W środę pojechaliśmy do szpitala i zostałam przyjęta na porodówkę - bałam się jak cholera! Pokój do porodów rodzinnych - super, wielka wanna, worek sako, krzesełko, na którym zresztą spędziłam prawie całe bóle parte. Po podłączeniu KTG okazało się, że skurcze są bardzo słabe i wcale tak szybko nie urodzę. Na dyżurze był mój lekarz, no i zapadła decyzja o pomocy przy porodzie. Przekuliśmy pęcherz, ale to nie wiele wzmogło skurcze. No i maleństwo było ułożone buziunią do wyjścia, więc musiałam leżeć na prawym boku, nie było mowy o aktywnym ruchu podczas tej fazy. Skurcze nasilały się, ale efektów nie było - szyjka w miejscu, rozwarcia brak. Zapadła decyzja o oksytocynie i zaczęło się - w 2 godziny urodziłam Antosia. Zadziałała tak silnie (zresztą kroplówka podkręcona na maksa), że miałam skurcze bez przerwy, przez co zasłabłam z braku tlenu. Na szczęście szybko opanowano sytuację - bo przecież dzidzia tlen mieć musiała. Był przy mnie cały zespół - położna, przemiłe studentki, doktorek no i najważniejsza osoba - mąż, który zresztą przeciął pępowinę (a tego nie planowaliśmy, choć o tym marzyłam)
Poród bez znieczulenia, super szybki - 3 godziny, 10 min. bóli partych. No i tu się nie popisałam - parłam tak mocno, że maleństwo nie zdążyło samo nic zrobić w kanale i wyszliśmy z tego lekko poturbowani - mały w siniaczkach (które na szczęście już schodzą), ja z pękniętą szyjką.
To my - pierwsze chwile po porodzie razem - wybaczcie wygląd ;)


Mój okruszek po przejściach, trochę przez mamę uszkodzony:

SZPITAL
I tu muszę pochwalić cały 1 oddział położniczy w ICZMP, wszyscy byli cudowni i troskliwi, lekarze, położne, studentki - wszyscy gotowi do pomocy, udzielający porad, pytający czy się dobrze czujemy.



DOMEK
Najcudowniejszą rzeczą pod słońcem jest być kobietą i urodzić maleństwo - zresztą dużo z Was to już wie, a reszta wkrótce się przekona. Jestem zakochana w moim małym Bąbelku po uszy, nie, po czubek głowy + końcówki włosów. Żebyście słyszały jak on słodko mruczy - jak mały kotek. W szpitalu chciał być tylko ze mną - odkładany do łóżeczka płakał, na rękach u męża - płakał, wtulony we mnie najadał się i usypiał. Spał mało, głównie w dzień, zaś noce należały do Antosia ;) Teraz też - mąż ma katar i przeniósł się do drugiego pokoju, a ja mam swojego Antosia (no i odczuwalny spadek hormonów - wszystko mnie wzrusza, chwila i płaczę, a wczoraj nawet chciałam małego z powrotem schować do brzuszka, by został tam tylko mój na zawsze). No, ale wiem, że to minie.
A nagrodą za wszystko jest mój Bąbelek.
Bąbelkowe stópki:





Bąbelkowe spojrzenie:

Bąbelkowe drzemanie:

8 komentarzy:

  1. cudownie :) pięknie :) wyruszyłam się...

    OdpowiedzUsuń
  2. oj, czyli to już? jak pięknie wyglądacie z Babeleczkiem i jeszcze Kochana znalazłaś czas, by zamieścić taką obszerną relację! Babelek jest słooooodki! A Ty niezmiernie dzielna! Pozdrawiamy z Klaudusią :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Boziu jaki słodki :* ja do tej pory czasem marze o schowaniu Ady do brzuszka tylko dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. wszystkiego wszystkiego co najpiekniesze...dla Synka i dzielnej mamy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ogromne gratulacje! Anteczek przesłodki kochany chłopczyk!

    OdpowiedzUsuń
  6. Wzruszyłam się strasznie!! Zazdroszczę szybkiego porodu i miłego personelu :) a Wasz okruszek jest przepiękny! przystojnego macie syneczka :) Gratulacje!! pisz następną notkę o tym jak w domu starszy brat zareagował! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. O takim porodzie jak Twój marzyłam:)
    Widzisz, nie było się czego bać:) Najważniejsze że jesteście teraz razem i możecie cieszyć się każdym dniem...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz, pozdrawiam :)