poniedziałek, 16 września 2013

Kura domowa


Oświadczam wszem i wobec, że obecnie jestem kurą domową. Kto wie, jak wygląda codzienność kury domowej ten szacunkiem darzyć ją będzie. Kto nie wie, ten z pogardą prychnie na "siedzącą babę w domu". Niestety tych drugich jest więcej. Niestety - bo mnie oni dołują. Gardzą mną i traktują niczym podgatunek, bezwartościowego pasożyta. Bo przecież mąż ciężko od świtu do zmierzchu tyra, a baba buja się od rana do wieczora i nic  nie robi. No właśnie, przecież tylko siedzę w domu z dzieckiem, przecież tylko:
-wstajemy rano i wozimy starszaka do szkoły
- robimy zakupy
-płacimy rachunki
- robimy pranie
- próbujemy ogarnąć góry ubrań do prasowania
- sprzątamy piętro
- sprzątamy parter
- zmywamy
-  gotujemy obiad
- sprzątamy łazienki sztuk: 2
- jedziemy po brata do szkoły
- załatwiamy sprawy w banku, u księgowej itp.
- gotujemy gar kaszy dla psów
- karmimy psy
- karmimy koty
- karmimy rybki
- karmimy obiadem dzieci
- odrabiamy lekcje ze starszakiem
- odwozimy starszaka na angielski
- usypiamy małego
- budzimy małego i jedziemy odebrać starszaka z angielskiego
- sprzątamy kuchnię
- wychodzimy z psami
- podejmujemy ponowne próby prasowania
- międzyczasie wciąż odrabiamy lekcje ze starszakiem
- szykujemy kolację dla zmęczonego męża
- karmimy dzieci
- kąpiemy małego
- kładziemy spać małego
- sprzątamy kuchnię po kolacji
- kończymy prasowanie
- i robimy wiele innych czynności znanych kobietom - kurom domowym, typu: odplamianie najładniejszych ciuchów z soczku marchewkowego, spieranie czekolady z nowej kanapy, czy też próby zmycia malowideł ściennych - długopisowo-kredkowych Antosia itp.
Międzyczasie próbuję wypić kawę - zawsze jakoś tak wychodzi, że piję zimną i zajmuje mi to około 3 h pomiędzy czynnościami. Wczoraj już nie zdążyłam zjeść kolacji, ani się umyć, bo mały się obudził, płakał, jest chory i zasmarkany - nocne nadgodziny przerobiliśmy. Nie muszę dodawać, że wykonanie powyższych czynności nie przebiega normalnie, gdyż wykonuję je z Antosiem uczepionym u nogi, czasem płaczącym (jak dziś - chore dziecko, to smutne dziecko), czasem trzeba wszystko odłożyć na godziny wieczorne, bo dzidziol nie w humorze i się nie wyrabiamy.
Oczywiście bujam się tak też w weekend, a o urlopie mogę zapomnieć.
Wynagrodzenie? No jasne, że jest. Uśmiechnięty, wypielęgnowany dzidziol, szczęśliwy starszak - przytulaski, całuski.
Czasem jednak modlę się o więcej cierpliwości, albo choć o chwilę dla siebie, tak po prostu żeby odsapnąć.
Tak więc może łatwiej być krytykantem "kury domowej", iść do pracy, wrócić, zjeść obiadek, położyć się przed telewizorkiem, potem umyć i iść spać?

2 komentarze:

  1. Opisałaś mój zwyczajny dzień... spoko, też siedzę w domu i NIC nie robię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. no i wszystko jest ok, czasem brak tylko zrozumienia ze strony bliskich...a to jest już frustrujące :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz, pozdrawiam :)