Dziś minął już tydzień, ten pierwszy, cudowny, pełny miłości i wzajemnego poznawania się. Tydzień, w którym uśmiechał się już wiele razy (wiem, że jeszcze nieświadomie), mruczał niczym kotek, ochrzcił kocyk - kupką, mamusię zresztą też ochrzcił (i to całą białą koszulkę i dresy do kolan!).
Myślę, że bycie mamą to najcudowniejszy dar od Boga dla kobiety, a najcudowniejszym słowem na świecie to "DZIECKO". Antoś jest cudowny, kochany, taki w sam raz do schrupania. Czasem mam myśli o tym, jakby go upchać do brzuszka i tak dla siebie na całe życie zatrzymać. Przy pierwszym synku miałam tak samo. Są momenty pełne niepokoju, lęku, obaw, ale tu w zupełności zdaję się na intuicję. Są też momenty pełnego oddania, zafascynowania, ciągłego wpatrywania i głaskania Okruszka - i tych chwil jest więcej.
A ogólnie to mąż i synek chorzy - dziś poszli do lekarza i dostali antybiotyki - by, jak najszybciej wyzdrowieć i nie zarazić Antosia.
Kubusiowi jest przykro, że nie może przytulać braciszka no i mamusi ;)
Mam nadzieję, że do świąt się wykurują.